Greccio

ŚLADAMI ŚWIĘTEGO FRANCISZKA Z ASYŻU
Greccio

© o. Piotr Mędrak OFM

 

   "Należy wzmiankować i ze czcią wspomnieć to, co uczynił w dzień narodzenia Pana naszego Jezusa Chrystusa, na trzy lata przed dniem swojej chwalebnej śmierci, w kasztelu zwanym Greccio. Był na owym terenie mąż imieniem Jan, dobrej sławy, a jeszcze lepszego życia, którego święty Franciszek kochał szczególną miłością, ponieważ mimo że w swojej ziemi był on szlachcicem i człowiekiem bardzo poważnym, jednak gardził szlachectwem cielesnym, natomiast szedł za szlachectwem ducha. Jego to właśnie, prawie na piętnaście dni przed narodzeniem Pańskim, święty Franciszek poprosił do siebie, jak to często zwykł czynić, i rzekł doń: "Jeśli chcesz, żebyśmy w Greccio obchodzili święta Pańskie, pośpiesz się i pilnie przygotuj wszystko, co ci powiem. Chcą bowiem dokonać pamiątki Dziecięcia, które narodziło się w Betlejem. Chcę naocznie pokazać Jego braki w niemowlęcych potrzebach, jak został położony w żłobie i jak złożony na sianie w towarzystwie wołu i osła". Co usłyszawszy ów dobry i wierny mąż, szybko pobiegł przygotować we wspomnianym miejscu wszystko, co Święty powiedział.
   Nastał dzień radości, nadszedł czas wesela. Z wielu miejscowości zwołano braci. Mężczyźni i kobiety z owej krainy, pełni rozradowania, według swej możności przygotowali świece i pochodnie dla oświetlenia nocy, co promienistą gwiazdą oświeciła niegdyś wszystkie dnie i lata. Wreszcie przybył święty Boży i znalazłszy wszystko przygotowane, ujrzał i ucieszył się. Mianowicie nagotowano żłóbek, przyniesiono siano, przyprowadzono wołu i osła. Uczczono prostotę, wysławiono ubóstwo, podkreślono pokorę, i tak Greccio stało się jakby nowym Betlejem. Noc stała się widna jak dzień, rozkoszna dla ludzi i zwierząt. Przybyły rzesze ludzi, ciesząc się w nowy sposób z nowej tajemnicy. Głosy rozchodziły się po lesie, a skały odpowiadały echem na radosne okrzyki. Bracia śpieszyli, oddając Panu należne chwalby, a cała noc rozbrzmiewała okrzykami wesela. Święty Boży stał przed żłóbkiem, pełen westchnień, przejęty czcią i ogarnięty przedziwną radością. Ponad żłóbkiem kapłan odprawiał uroczystą Mszę świętą, doznając nowej pociechy.
   Święty Boży ubiera się w szaty diakońskie, był bowiem diakonem, i donośnym głosem śpiewa świętą Ewangelię. A jego głos mocny i słodki, głos jasny i dźwięczny, wszystkich zaprasza do najwyższych nagród. Potem głosi kazanie do stojącego wokół ludu, słodko przemawiając o narodzeniu ubogiego Króla i małym miasteczku Betlejem. Często też, gdy chciał nazwać Chrystusa "Jezusem", z powodu bardzo wielkiej miłości zwał Go "dziecięciem z Betlejem" i jak becząca owca wymawiał słowo "Betlejem", napełniając całe swe usta głosem, a jeszcze bardziej słodkim uczuciem. Również, gdy wzywał "dziecięcia z Betlejem" lub "Jezusa", zdawał się oblizywać wargi językiem, na podniebieniu smakując i połykając słodycz tego słowa.
   Tamże Wszechmogący rozmnożył swe dary, a pewien cnotliwy maż miał dziwne widzenie. Widział w żłóbku leżące dzieciątko, bez życia, ale kiedy święty Boży zbliżył się doń, ono jakby ożyło i zbudziło się ze snu. To widzenie nie jest nieodpowiednie, gdyż w wielu sercach dziecię Jezusa zostało zapomniane. Dopiero Jego łaska, za pośrednictwem sługi świętego Franciszka sprawiła, że zostało w nich wskrzeszone i wrażone w kochającej pamięci. Wreszcie zakończył się uroczysty obchód i każdy z radością powrócił do siebie."

Tomasz z Celano, Życiorys pierwszy św. Franciszka
Komentarze:
Dziękujemy za dodanie komentarza.
Komentarz czeka na akceptację moderatora.
Nie dodano jeszcze komentarza.

X

   17 października
   Bł. Baltazar z Chiavari
   kapłan z I Zakonu (1420-1492)

   Urodził się w 1420 r. w Chiavari (Włochy) w rodzinie hrabiowskiej. Rodzice jego byli pobożni i religijni. Jako chłopiec wstąpił do braci mniejszych. Potem studiował, doktoryzował się w teologii i przyjął święcenia kapłańskie.
   Odważny i aktywny, najpierw był gwardianem, a potem ministrem prowincjalnym w Genui, nadto gorliwym i dobrym kaznodzieją. Zdawało się, że przed nim wspaniała kariera, tymczasem poważnie zaatakował go gościec stawowy, doprowadzając do paraliżu. Przybity do łoża boleści, ćwiczył się i wzrastał duchowo. W klasztorze w Binasco koło Mediolanu wnosili go na rękach do kościoła i tam przebywał całymi godzinami, modląc się i rozmyślając. Zanoszono go również do lasu, gdzie spowiadał wiernych, udzielał porad i pocieszał. Pewnego dnia złapała go w lesie śnieżyca. Wszyscy zapomnieli o nim, ale - jak mówi biograf - sam śnieg oszczędził go, nie padając nań.
   Każdego dnia bracia wnosili go do chóru na odmawianie brewiarza oraz by mógł uczestniczyć we Mszy św. i spowiadać wiernych. Ojciec Baltazar łączył swoje cierpienia fizyczne i moralne z cierpieniami miłosiernego i pokornego Jezusa w intencji nawrócenia grzeszników. Z doliny padańskiej spieszyli do niego wierni, przynosząc ze sobą swoich chorych, z których wielu uzdrowił. Matki przyprowadzały dzieci, aby je błogosławił.
   Przez wiele lat cierpliwie, z poddaniem się woli Bożej i pogodnie znosił swoje w chorobie męczeństwo. Umarł 17 X 1492 r.
   Papież Pius XI potwierdził jego kult 8 I 1930 r.
   Boże, który rządzisz i kierujesz losami człowieka, Ty pobudziłeś bł. Baltazara, kapłana, i uczyniłeś go rozdawcą skarbów Twojego przebaczenia jako szafarza Sakramentu Pokuty; spraw za jego wstawiennictwem, abyśmy ściśle zjednoczeni z tajemnicą Kościoła wielkodusznie poświęcili się dla dobra braci. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

zamknij
Wyślij kartkę